Praca marzeń, a raczej marzenia o pracy


Wstawać każdego ranka z uśmiechem na ustach.
Rozłożyć ręce i cieszyć się teraźniejszością.
Usiąść w pięknym miejscu i poczuć się jak u siebie.
Wpatrzyć się w błękit nieba i odpłynąć z marzeniami.
Zachwycać się każdym obłokiem ciszy. 
Czerpać z otaczającego szczęścia.
Spojrzeć sobie w twarz.
Zmierzyć się ze swoimi słabościami.
Tęsknić za swoją Miłością.
Znosić siebie. 
Akceptować swoje wady.
Wyczekiwać przygód.
Być sobą.

Spakowałam plecak ze swoimi marzeniami i upchałam w nim resztki potrzebne do codziennego funkcjonowania. Wsiadłam do auta, zapięłam pasy, ustawiłam GPSa na odpowiedni adres i ruszyłam w świat. Poznawać nowych ludzi i miejsca. Poznać siebie. 
Blondynka uciekła z miasta do krainy wilka i owcy.
Dotarcie do celu okazało się początkiem drogi. Drogi kamienistej, pięknej, stromej, urokliwej, bolesnej, uczącej pokory. Plecak ważył około 20kg a blondynka wlokła się pod górę z trudem stawiając kolejne kroki. Wydawało się, że nie dam rady. Upał potęgował wysiłek, a czas do rozpoczęcia pracy kurczył się niemiłosiernie. Przypadkiem Kierownik placówki właśnie wracał do góry z zakupami. Ociężale zajęłam miejsce pasażera i ruszyliśmy w dalszą część trasy. Głupio się czułam, kiedy policzki płonęły ze zmęczenia, a po plecach i czole lały się strugi potu. Nieważne, rozmowa toczyła się do samego końca drogi. Dotarłam na miejsce. Zaprowadzono mnie do mojego nowego pokoju, mieszczącego się na poddaszu, z oknem na piękny górski krajobraz. Na chwilę skumulowały się we mnie wszystkie oznaki szczęścia, po czym usiadłam aby zrozumieć i uzmysłowić sobie, że faktyczna rzeczywistość. Zaczęłam rozpakowywać przytaszczony dobytek, kiedy przyszedł czas na rozpoczęcie pracy w tym cudownym miejscu. Miałam pomagać w kuchni i czasami dokonywać prac porządkowych. Pierwszy dzień spędziłam w kuchni, głównie na krojeniu mięsa na bigos i żurek. Pewnie kiepskie zajęcie, ale mi się ono podobało, a jeszcze bardziej współpraca wszystkich pracowników. Śmiechu było co niemiara, humory dopisywały a godziny pracy mijały szybciej niż gdziekolwiek indziej. Tak minął pierwszy, ponoć najtrudniejszy, dzień w pracy. Na ukoronowanie wieczoru, wspólnie oglądaliśmy film, delektując się przy tym gumisokiem. Wróciwszy do swojej posiadłości, padłam na łóżko i zasnęłam niczym niemowlę. 

Piękny, humorystyczny, ciekawy i pełen spełnienia, pierwszy dzień pracy okazał się początkiem sielankowej serii. Oczywiście bywają ciężkie dni, ale gdy tylko uświadomię sobie, w jakim miejscu jestem i ile szczęścia daje mi każda pobudka tutaj, każde dobre słowo kolegów z pracy, śmieszny kot - wszystkie przykre myśli uciekają i pojawia się uśmiech. 

Praca w takiej bajce była moim marzeniem. Bałam się, że gdy się spełni, to miejsce w moim sercu stanie się puste i dosięgnie mnie zawód na rzeczywistość, trochę mniej idealną. Całe szczęście marzenie ciągle trwa i wydaje się być bajką, którą śnię. Myśl, że jest to teraźniejszość, o którą sama zawalczyłam, wywołuje u mnie uśmiech. Spełnianie marzeń jest opłacalne, choć może się wydawać niemożliwe. Na szczęście ja nie znam takiego słowa. 

Pozdrawiam z Raju, Blondynka.

Informacje dotyczące konkretnego miejsca mojego pobytu udzielę tylko prywatnie. 

Komentarze

  1. Też chciałbym rzucić wszystko i chociaż na rok gdzieś wyjechać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) podziwiam bardzo odważna decyzja. Jak od kilku lat robię sprawozdania finansowe. Bardzo lubię moją pracę i mogłabym ją wykonywać wszędzie nawet w środku lasu :).

    OdpowiedzUsuń
  3. ja bym się nie zdecydowała na tak odważną decyzję, podziwiam :) na razie studiuję więc interesuje mnie jedynie praca dodatkowa na terenie Krakowa, z czasem poszukam czegoś stałego, ale takie drastyczne zmiany to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Napisz coś od siebie...