środa, 20 lutego 2019

wtorek, 22 stycznia 2019

Zimowa turystyka górska - jak zacząć?

Góry zimą są przepiękne. Coraz więcej ludzi decyduje się na ich eksplorację, lecz towarzyszy temu strach i milion pytań co, gdzie i jak. Oto jestem i oto przydatne informacje na ten temat. 

Na portalach społecznościowych aż roi się od pięknych zdjęć górskich bezkresów, a podziwiający je ludzie dzielą się na dwie grupy. Jedni robią te zdjęcia, jeżdżą i zdobywają, a drudzy patrzą z niedowierzaniem, dopatrując się wariactwa w zimowym zdobywaniu, jakoby były to Himalaje. 
A co, gdyby ci obserwatorzy zechcieli spróbować wędrówki w zimowej aurze? Wbrew pozorom nie potrzeba do tego tony sprzętu. 

Absolutne minimum w zimowej eksploracji gór to zdrowy rozsądek, czyli nie pchać się tam, gdzie nie mamy pewności co do panujących warunków, stanu szlaku lub gdy nigdy tam nie byliśmy! Monitoring pogody w górach jest tutaj bardzo ważny, jeśli nie kluczowy.
Ubranie i obuwie co prawda jest tutaj na drugim miejscu, ale jest równie ważne co pierwsze. Odpowiednie buty, ciepła kurtka, szalik, czapka i rękawiczki to minimum jakie należy spełnić wybierając się na szlak. Na szczycie zawsze jest zimniej niż w dolinie - można to zaobserwować nawet w lecie - więc bez tego ani rusz! Mówiąc odpowiednie obuwie i ubranie nie mam tutaj na myśli butów za pół wypłaty i ubrań z najnowszej kolekcji wiodącej firmy odzieżowej. Nie są one niezbędne. 
Mapa i kompas pozwolą zaplanować wędrówkę i poczuć się bezpiecznie, gdy szlak nie będzie przetarty lub w celu ustalenia ile jeszcze do tego szczytu
Coś ciepłego i energetycznego do picia oraz jedzenie - brnięcie w śniegu jest bardzo męczące, więc czymś trzeba się wspomóc. Dodatkowo wszechobecny chłód można zminimalizować właśnie przy pomocy ciepłego napoju. W kwestii jedzenia - kanapki nie zawsze się sprawdzają, czasami lubią zamarznąć. Jeśli nie ma pomysłu czym je zastąpić, najlepiej dać je do worka i ułożyć koło lub wokół termosa. 

A tak w ogóle to jak zacząć? Podjąć męską decyzję, że JADĘ i sobie PORADZĘ, to pierwszy krok.
Wybrać miejsce, które znamy i jest stosunkowo łatwe dla naszych możliwości. Na pierwszy zimowy raz nie polecam wybierać długiego i wymagającego szlaku, ponieważ przejście go w całości praktycznie graniczy z cudem oraz można się łatwo zniechęcić do kolejnych zimowych wycieczek. Optymalna odległość to moim zdaniem do 7 km (tam i spowrotem), w zależności od kondycji.
Jeśli ktoś ze znajomych człapie po górach zimą, to polecam zapytać o porady, a może zaplanować wspólny wypad? 

Osobom, które nigdy nie były w górach, a chciałyby zacząć turystykę właśnie zimą, radzę znaleźć kogoś z doświadczeniem i mogły by się z nim załapać na wycieczkę. Absolutnie odradzam, a nawet zabraniam(!), wychodzić samemu w góry, jeśli się nie znają ich specyfiki, jak się poruszać po szlaku, czy w ogóle jak się zachować - np. gdy nic nie widać, bo szaleje mgła jak mleko. 
GOPR i TOPR już wystarczająco dużo trupów zwiozły z gór. 

Trochę w wątku pobocznym napomknę jeszcze jeden temat. 
Oprócz zdjęć zamieszczanych na wspomnianych portalach społecznościowych, widuję również ogrom pytań, wśród których na prowadzenie wybiją się dwa z nich: jaki szlak wybrać na górę X, jaki jest najkrótszy szlak na górę Y? 
Oto są pytania, a jaka odpowiedź? 
Bardzo prosta. 
Weź turysto mapę do ręki, a kosztuje ona - w zależności od wydawnictwa i materiału - ok. 10-20zł. Znajdź interesujący cię szczyt i przyjrzyj się - który szlak jest najkrótszy? W podstawówce uczą jak czytać mapę i co oznaczają poziomice, więc nikt nie powinien mieć z tym problemu. A jeśli nie wiesz jak, to zapytaj swoje dziecko. 
Największy problem jest w tym, że mamy coraz bardziej leniwy naród! Każdy by chciał mieć podane na tacy plany wycieczek, najlepiej z czasem przejścia i stopniem trudności. 
Ludzie, miejcie litość i nie bójcie się samemu planować. To daje ogrom frajdy!

Uwaga! Eksploracja zimą gór typu Tatry, to całkiem inny rodzaj turystyki. Tam wyjście bez sprzętu i doświadczenia może się skończyć tragicznie, więc stanowczo odradzam. 

Widok z Hasiakowej Skały (Bieszczady) mojego autorstwa


czwartek, 10 stycznia 2019

Dlaczego góry zmieniają ludzi?

Kto chodzi po górach, ten wie jaki wpływ na psychikę człowieka mają piękne widoki, zmęczenie i osiągnięcie zamierzonego celu. Zmierzenie się z samym sobą, to tylko kwestia czasu.

Miłość do gór zapoczątkowali we mnie rodzice. Zaczęło się od niedzielnego wyjazdu w Bieszczady w wieku 7 lat, z czasem pojawiało się jeszcze kilka wyjazdów, lecz tak naprawdę turystykę górską rozpoczęłam po ukończeniu 18 lat. Od pierwszego samodzielnego wyjazdu ze znajomymi minęło już kilka dobrych lat, ale od tamtej pory miłość do wędrówek, podziwiania widoków i męczenia swojego organizmu - tylko wzrasta. Nie mogę się nasycić tym wszystkim i zawsze jest mi mało, pomimo zmęczenia, głodu i częstych wyjazdów. Nawet praca w schronisku górskim nie pomogła się zawieść i pójść w innym kierunku. Te góry muszą mieć jakiś magnes, mówię Wam.

Na przestrzeni kilku lat mogę stwierdzić jak bardzo ukształtował się mój charakter - z bojącej, cichej dziewczyny na przebojową, uśmiechniętą i głodną przygód kobietę. Nieustannie się zmieniam i życie kształtuje każdą część mojego umysłu i ciała, zależnie od doświadczeń. 
Jedno mogę stwierdzić - z roku na rok jestem silniejsza i coraz bardziej wierzę w spełnienie swoich marzeń. 

Człowiek, który decyduje się na wyprawę górską musi mieć choć odrobinę wiary w to, że sobie poradzi. Nie zależnie, czy idzie sam, czy z grupą przyjaciół - tam każdy jest równy i zmierza się ze swoimi słabościami. Każdy przebyty kilometr zbliża do celu, ale też uświadamia pewne błędy lub niedociągnięcia, które zrobiliśmy przygotowując się do tej wędrówki. Odciski, zakwasy, bolące ramiona i biodra od plecaka pomagają zapomnieć o codziennym życiu i związanymi z nim problemami, ale przede wszystkim hartują ciało i ducha. Skupiony człowiek na tu i teraz może prawdziwie cieszyć się trwającą chwilą, a nie ma nic piękniejszego. 
Pamiętam swoją pierwszą trzydniową wyprawę w Bieszczady. Szłyśmy we 3 -  same ledwo osiemnastkowe dziewczyny. Przed wyjazdem podekscytowane robiłyśmy listę zakupów i rzeczy, które musimy zabrać. Wyszło tego całkiem sporo, ale jakimś cudem udało się zapakować. Mój plecak  miał 75l i po spakowaniu ważył ok. 25kg a ja 50. Wszyscy się śmiali, że przynajmniej wiatr mnie nie porwie. Oczywiście uparta nie wyjęłam niczego, bo przecież jest niezbędne! Pojechałam taka przeładowana, ale nie byłam sama, bo one miały tyle samo albo przynajmniej podobnie. 

Teraz jak pakuję plecak na 3 dni potrafię się zmieścić w 30l, które waży nie więcej niż 10kg. 
Mimo odcisków i siniaków na biodrach od plecaka - uważam ten wyjazd za najlepszy w życiu, bo był pierwszym samodzielnym. Bez niego nie miała bym tych wspaniałych doświadczeń, które wtedy nabyłam i być może nigdy bym nie niosła 25kg przez bieszczadzkie połoniny*.

Góry uwrażliwiają na naturę i uczą szacunku. Tak wychowany człowiek poradzi sobie w każdej sytuacji, bo dostrzega wartości i umie improwizować. Każde wyjście na szlak niesie ze sobą nowe doświadczenia, umiejętności i spokój. 

Kto nigdy nie był w górach - niech pojedzie, zdobędzie szczyt, to zobaczy o czym mowa. 

Zeszłoroczny widok z Małych Pienin na Tatry, mojego autorstwa
*Szłyśmy wtedy: m. Wołosate - Tarnica - Szeroki Wierch - m. U. Górne - Poł. Caryńska - m. Brzegi Górne - Poł. Wetlińska - Smerek - m. Smerek

wtorek, 2 października 2018

Jesteś patriotą?

Do dzisiaj chciałam dać sobie spokój z pisaniem tego typu wpisów. Chciałam skupić się zupełnie na czymś innym, ale uważam ten temat za bardzo ważny, dlatego zmieniłam zdanie. 

Wielkimi krokami nadchodzi 11 listopada. Na ulicach pojawią się biało czerwone flagi, na TVP1 miliony widzów obejrzą transmisję z Marszu Niepodległości, a inni będą w nim czynnie uczestniczyć. Część z gapiów nazwie uczestników Marszu kibolami i wandalami, a dla drugich będą wzorem prawdziwego patrioty. Moment refleksji nawiedzi ludzkie głowy, a dziadkowie ze łzą w oczach wspomną bolesną przeszłość. Przy pomnikach lub mogiłach będzie można zauważyć nieśmiało tlące się znicze. W ten dzień wszystko wydaje się takie ulotne, a jednocześnie oczywiste. Właśnie tego dnia jest najwięcej patriotów i barwami narodowymi szasta się na prawo i lewo. Niech każdy widzi porządnego obywatela, który pamięta! Jedenasty listopada. Trzeba uczcić ten dzień. Trzeba choć na chwilę wspomnieć tych, którym nie był obojętny los Polski. Bądźmy wszyscy patriotami. Ale zanim przyjdzie ten 11 listopada jest jeszcze jedna ważna misja do spełnienia. 

Wybory samorządowe. Powszechnie znane przysłowie mówi Polak mądry po szkodzie, ale może tym razem będzie inaczej. Kontrowersyjny temat. Jedni opowiadają się za czynnym uczestnictwem i próbują namawiać bliskich, żeby też wzięli udział. Druga strona uważa, że to i tak nic nie da, dalej będzie tak samo beznadziejnie i pozostaje w domach wyśmiewając myślących inaczej i uświadamiając bezsens odmiennych decyzji. 

Szanowni Państwo, jedno pytanko. Kto po wyborach najgłośniej szczeka, że banda baranów wybrała najgorszą z możliwych partii? 

Człowieku, Obywatelu, jeśli nie podoba Ci się to, co się dzieje obecnie w Twoim mieście, to idź na wybory i zagłosuj inaczej. 

Pokaż, że Tobie też nie jest obojętny los tego kraju i chcesz żyć w lepszym świecie. A jeśli nie, to przestań biadolić jak to jest kiepsko, beznadziejnie, do niczego, czy jak inaczej nazwiesz ten bezsens swojej egzystencji w tym kraju. Jeśli masz prawo wyboru, to czemu z niego nie korzystasz? 

Patriota, to nie tylko człowiek, który czynnie uczestniczy w marszach i nosi na piersi orła, ale także osoba, która nie ma w nosie tego, co się dzieje w wewnętrznych sprawach jego ojczyzny. Dzięki Bogu nie musimy chwytać za broń i iść na front, żeby bronić swoich tradycji i wartości. Jedyne co musimy to tylko i aż trwać w jedności jako naród i decydować o tym, co ma się dziać w przyszłości.

Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki dzień, gdy większość tych wszystkich patriotów nie będzie tylko od święta. 

Wybory odbędą się w dniu 21 października 2018 roku. Więcej informacji tutaj.
Źródło: Patriota Mariusz


wtorek, 24 lipca 2018

Szmateksowa Babcia


Życie każdej kobiety zahacza o szmateks.

Czy tylko w rozmowie, czy aktywne buszowanie po modnych ostatnio second hand'ach,  nie ważne. Nie są obce obrazki wyjęte z komedii lub horrorów. Dokumentarne na podstawie bitwy o bluzkę to też znany temat, a o buty czy torebki, to już w ogóle legendarny! 

Życie ludzkie byłoby niepełne bez barwnych opowieści ciotek, matek, babć, przyjaciółek o ekscesach lumpeksowych. Każdorazowy zabór cudzej rzeczy wyszukanej jest przeżyciem zapamiętanym na dłuższy czas. Kim jest owa Szmateksowa Babcia? 

Kobiecina w sędziwym wieku z beretem na siwej, przerzedzonej czuprynie. Ledwo widząca, słysząca niewiasta o lasce. Z trudem unosząc stopy, drepcze ku witrynie z odzieżą używaną. Laska w prawej ręce aż trzęsie się od wysiłku, który musi włożyć w każdy krok. Jej koleżanki również wyszły na łowy i czekają opodal drzwi, aż nasza oblubienica do nich dotrze. Udało się.

Wszystkie trzy towarzyszki mogą obmyślić plan działania, ponieważ do otwarcia drzwi zostało jeszcze kilka minut. Jedna atakuje buty i bluzki, druga na spodnie i spódnice, a trzecia na kurtki i marynarki - ustalone.

Po sztormie wszystkie spotykają się przy paskach do spodni i oceniają zdobycze. Czasami, zupełnie przez przypadek, wyjmie jakąś ciekawą rzecz z, przecież niczyjego, koszyka. Jednak nikt nie podniesie głosu na babcię i biednej staruszce nie zabierze jakiejś durnej bluzki z topowej marki. Takich jest setki na tym jednym szmateksie, nie było sprawy.

Babcie zadowolone z żeru mogą zapłacić za zdobycze. Tabletki przeciwbólowe przestają działać, więc trzeba udać się do domu. Takie życie. I wracają. Obolałe, ledwo suną nogami po nierównej kostce. A laska znowu trzęsie się w dłoni.

Nasza Babcia przypomniała sobie o wizycie wnuczka, więc pospiesznie zmierza ku przystankowi autobusowemu. Wsiada ociężale, wymachując torbami z zakupami na prawo i lewo. Może ktoś zrobi miejsce na siaty, przecież takie są ciężkie. Nikt nie reaguje. Babcia wzdycha z niewygody ocierając niewidzialny pot z czoła. Udało się!

Jakieś młode dziewczę dostrzegło Babunię, przerywając swój maraton przeglądania wpisów na popularnym portalu społecznościowym. Dziewczę oparło się o barierkę przy oknie, a Babcia z uśmiechem na ustach i z nieukrywaną wdzięcznością opada na siedzisko, choć zadowolenie nie sięga zenitu. Siaty nie mogą siedzieć obok niej, więc musi je zostawić na przejściu. Dotarłszy do swojego przystanku, wysiada i dalej kroczy.

Kobiecina w sędziwym wieku z beretem na siwej, przerzedzonej czuprynie. Ledwo widząca, słysząca niewiasta o lasce. Z trudem unosząc stopy, drepcze ku swojemu mieszkaniu. 

Świat, w którym siły ludzkie okazują się nadzwyczajne. Kobieta w sędziwym wieku może się okazać lwicą gotową na żer. Wszystko zależy od motywacji i koleżanek.

Źródło: YouTube 

środa, 9 maja 2018

Dzikie Bieszczady

Majówka. Naród zapędzony w Dzikie Bieszczady, przejęty brakiem miejsca parkingowego i zapatrzony w zapierające dech w piersiach widoki.

Stojący w korkach klną na innych, wolniejszych. Szanowny kierowco rajdowy, któremu opony kleją do asfaltu na skinienie palcem - ciężko ci zrozumieć przyjezdnych, nie przyzwyczajonych do górskiego terenu? To nie jedź w góry podczas długich weekendów - proste. Każdy ma prawo do publicznej drogi i cieszenie się urlopem, bez klaksonów.

Przepełnione ludzkim bytem szlaki, a na nich zmordowana roślinność. Bezpańskie śmieci i coraz silniejsza woń obsikanych krzaków. Blaknące widoki z każdym zdjęciem i słońce zmęczone opalaniem. Ptaki zawracają, bo zbyt tłoczno. Zwierzęta uciekły na kraniec świata, żeby przypadkiem się komuś nie napatoczyć. To są właśnie te Dzikie Bieszczady

Gdzieś opodal jest sielska kraina, gdzie spotkać można tylko siebie. Niedaleko, bo kilkanaście kilometrów przed tymi straganami ze wszystkim. I to są właśnie moje Bieszczady. Tam, gdzie spotkanie zwierzyny nie graniczy z cudem i panuje przejmująca cisza, a w niej słychać samego Boga. Na szlaku trzeba patrzeć na drzewa i pod nogi, żeby w tej zadumie i zachwycie się nie zgubić.

Ostatnio byłam na jednym z bieszczadzkich szlaków. Wydawało mi się, że jest popularny. Byłam przygotowana na spotkanie dużej ilości osób, bo przecież wyjście z Wetliny - miejsce oblegane, do tego szlak graniczny - więc nie byle jaki. Miało to miejsce 3 maja, a więc prawie środek długiego weekendu. Byłam z moim Lubym i spotkaliśmy ok. 10 osób. Było ciepło i słonecznie, więc nie obyło się bez porządnego opalenia - właśnie schodzi mi skóra z ramion. Wolnym krokiem przeszliśmy całą trasę ciesząc się widokami i sobą nawzajem. Napotkani turyści zdawali się być w podobnym błogostanie. Każdy był uśmiechnięty i życzliwy, nie jednokrotnie potoczyły się ciekawe rozmowy i wymiana doświadczeń. 

Takie Bieszczady przywracają mi wiarę w ludzi i miejsce, że jeszcze nie do końca spowszedniało tracąc urok dzikości i wyjątkowości. Takich doświadczeń życzę wszystkim zakochanym w górach i tym, którzy jeszcze ich nie poznali. Uwierzcie, Bieszczady nie kończą się za Bieszczadzkim Parkiem Narodowym - tam się dopiero zaczynają.



Dla ciekawych: wychodziliśmy z Wetliny na Płaszę przez Jawornik, Paportną, Rabią Skałę i Dziurkowiec. Na Płaszy w kierunku NE zeszliśmy drogą prowadzącą grzbietem w dół, do dawnej miejscowości Beskid, następnie drogą szutrową doszliśmy do Smereku.
Odcinek graniczny w dużej części był odkryty z pięknym widokiem na Polskę i Słowację, a na drodze szutrowej spotkaliśmy ścieżkę przyrodniczą i retorty. 
Trasę polecam, ale obowiązkowo z kompasem i mapą.  

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Wszystkiego trzeba spróbować

Wszystkiego trzeba spróbować, nawet mycia publicznych kibli.

Każda praca daje doświadczenie i pozwala innym okiem patrzeć na osoby trudniące się w określonym zawodzie przez wiele lat. Czasami cyniczne czy aroganckie zachowanie można zrozumieć właśnie dzięki posmakowaniu cudzej codzienności, choćby to było kilka miesięcy. Zaobserwowane podczas pracy reakcje ludzi, obojętność, a czasami chamstwo, dają później obraz społeczeństwa, które nas otacza i w którym żyjemy. Co więcej, stanowimy jego część! Pytanie brzmi: gorszą czy lepszą, wyrozumiałą czy apodyktyczną?

Co chwilę zastanawiam się jak to jest pracować w innych zawodach niż mam doświadczenie. Chęć próbowania nowych posad jest dla mnie pociągająca jak dla dziecka cukierki. Serce chciałoby przebierać w ofertach i szukać swojej niszy, ale rozum mówi o znalezieniu pracy z przyszłością i możliwością awansu. Czy wspinanie się na szczeblu zawodowym pomoże mi w stawaniu się lepszym człowiekiem? 
Ciężki temat. 
Tak, czy siak raczej słucham serca, a od sprowadzania na ziemię mam swojego Księcia. Całe szczęście robi to subtelnie, nie podcinając przy okazji skrzydeł. Rozum w tym czasie zajmuje się pojmowaniem ludzkiej obojętności wobec bliźnich, ale to inny temat.

Ostatnimi czasy wydarzyło się w moim życiu coś nieoczekiwanego. Mianowicie znowu jestem bezrobotna. Miejsce pracy zmieniam średnio co pół roku i właściwie to czasami bym chciała umowę o pracę na czas nieokreślony. Problem w tym, że ja chyba nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu przez kilka lat. Drugim problemem jest niewiedza co chcę robić. Rozsyłam CV, ale nie ma oferty, na której zależałoby mi bardziej niż na innych, a rozstrzał branżowy jest duży. Sama jestem ciekawa co z tego wyjdzie. 

Życie ziemskie jest zbyt krótkie by się ograniczać i wmawiać szczęście. Dzięki życiu po swojemu mamy szansę odkryć ścieżki, na które nikt inny by nie wpadł i właśnie na to liczę.


NOWY ADRES BLOGA

Witaj,  przenoszę swoją działalność na inną witrynę, zapraszam do odwiedzin. Już nie długo pojawią się nowe wpisy.  blondynkawkra...